Zawsze tak jest, że o najlepszych zespołach ludziska pojęcia nie mają. Po wysłuchaniu Sevendust szczęka wybija w podłodze dziurę do sąsiadów i kończy swój kurs w piwnicy. Nie zna życie i nu metalu ten, kto nie słyszał Sevendust.
W USA maja status mega-gwiazdy. W Polsce ciężko znaleźć ich płytę na półce. A szkoda - ponieważ jest to kapela niesłychana. Co grają - można to okreslić jako nu metal, ale jedyny w swoim rodzaju. Jest tutaj dużo po niskich chwytach, brzmią tak nisko, że trzeba się schylić aby posłuchac niektórych riffów. Ale to, co zapewnia im naczelne miejsce w moim prywatnym panteonie bóstw RnR to trzy rzeczy:
1. Rytmika - chłopaki potrafią z nagłupszego chwytu wydobyć rytm, który podnosi nogi do góry i zarzuca za uszy. Tak rytmicznego, skakanego (ale w sposób wolniejszy od punka:)) grania daaaawno nie słyszałem. W dodatku co numer - to hicior. Te riffy się pamięta i łazi później człowiek po ulicy a pod zwojami przewala się tam- tatam-tatatam-pauza-ta,-tatam-tatatam... W dodatku perkusja nie pozostaje w tyle i genialnie wręcz trafia w rytm - stopki pacają i-de-al-nie pod gitary - całość wali super-równo i rytmicznie.
2. Sposób grania gitar - to chyba jedyny zespół na świecie, który może sobie pozwolić na dowolne cięcie i pauzowanie gitar. tyle malutkich "dziurek", pauz, delikatnych przytłumień gitar i nagłych piórkowań kością to nigdzie się nie usłyszy - a dynamika kawałka w tym momencie upodabnia się do pędzącego buldożera, który na sekundę w jednej chwili staje w miejscu (sekunda ciszy) i napiera za chwilę dalej z jeszcze większym czadem. Zresztą - chłopaki z Sevendust zostali kiedyś okrzyknięci najrówniej grającym duetem gitarowym świata. Na płytach nagrywają tylko dwie scieżki gitar - każdy swoją - bez dodatkowych dubli i podkładów pod solówy. Kto był w studio wie, że to masakra tak zrobic płytę i zachować pełnego kopa.
3. Ogólna jakość kompozycji - no właśnie - najważniejsza chyba zaleta tego zespołu. Grają wszystko - i bardzo ostro, i balladowo, a jednak czego nie wymyślą - ma to, psiakrew, sens. Każdy kawałek to potencjalny przebój, a jednocześnie nie wpada to w rutynę - gdzieś tam wiadomo, że coś ciekawego będzie, że zaskoczą to pewnik itd. Pod tym względem kłaniam się do paznokci u nóg. Trzeba być naprawdę geniuszem, żeby robić tak mocną, dynamiczną muzę i nie wpaść w schemat. W dodatku wokalista jest afroamerykaninem:P - jego czarny głos pasuje jak ulał, a jednocześnie nadaje niesłychanie oryginalne brzmienie całości - ilu znacie czarnych wokalistów, którzy growlują? Teksty nie są głupie i traktują o rzeczach ważnych, acz codziennych.
Generalnie - lubisz nu metal? To zapomnij o tym, co leci w Mtv - gdzieś tam jest zespół, który tych popularnych grzebie pod metrową warstwą ziemi. Nazywa się Sevendust i jest pozycją OBOWIĄZKOWĄ... Zesrałem się...
Dodaj swój komentarz