Wiecie, co to jest „szok kupna”? To sytuacja, kiedy ktoś kupuje coś, co chciał mieć, a potem jak już to dostanie, natychmiast zaczyna myśleć - „Boże, wywaliłem górę kasy, a kupiłem gówno!”. Choćby wszystko było ok, zawsze będzie tak myślał – po prostu tak działa psychika i podświadoma obawa o niesłuszność własnego wyboru. Są jednak instrumenty, które powodują zaskoczenie odwrotne – wydajesz szmal, a dostajesz coś, co prezentuje się o wiele bardziej pozytywnie, niż mogłoby się wydawać. Oto takie właśnie „miłe zaskoczenia”, z którymi się zetknąłem prowadząc sprzedaż wysyłkową w sklepie Rockfana.
Washburn WI14 – wiosło tanie jak barszcz, a zaiste porządne. Gitarka kosztuje poniżej 4 setek, a jest z mahoniu. Czy rzeczywiście jest to mahoń, nie wiem – nie przecinałem:) - ale, po otwarciu kartonu, morda sama się uśmiecha. Żeby nie było nieporozumień – nie jest to Gibson, ale w tej cenie, jest zajebiście. Solidne drewno, bardzo ładne malowanie, porządne, hi-gainowe, ciepło brzmiące pickupy, no i zaskakująco dobry strój – słabych stron nie ma. Oprócz, oczywiście tego, że jest to tania gitara, i taką pozostanie. Jednak – do 500 zeta nie widziałem nic lepszego.
Piecyki B-52 – zbiorowo. Czy tranzyściak, czy pełna lampka – B-52 oferuje niespotykaną jakość w stosunku do ceny. Tranzystor, kosztujący niecałe 1300 pln, to maksymalny napierdalator, z mięchem i siłą brzmienia lepszą niż większość hybrydowych główek Marshalla czy Laneya. Piece lampowe, będące na oko chińskimi podróbami Mesy, kosztują po 2-3 klocki, a brzmią zaiste zawodowo. Nie jest to jeszcze najwyższa półka, ale daleko w tyle zostawiają „budżetowe” produkcje typu Valveking czy Bugera. Reasumując – zajebiście opłaca się inwestować w tą firmę- daje solidne, bardzo rockowe rzeczy, z profesjonalnym brzmieniem, w cenie o wiele niższej, ni by mogło sie wydawać.
Ibanez BTB 675 – genialny bas za 2,5 koła. Absolutnie profesjonalna gitara, od dechy po przystawki złożona z luksusowych komponentów. 5-częściowy gryf, pickupy Bartolini, decha z nakładką z mahoniu, wykończenie niczym z fabryki fortepianów, trójstopniowy equalizer, idealny strój, powalająca prezencja, wyśmienita wygoda gry. Są lepsze basy, są również bardziej wypasione, ale kosztują tak coś koło 5 kawałków i w górę, więc po prostu nie ma o czym gadać. Ibanez za 2,5 klocka daje studyjną gitarę i chwała im za to.
Ibanez Artist z serii 500 – czy to ART czy ARX, jedno jest pewne – w łapy trafia ślicznie wykończone wiosło, z duszą, genialne wręcz do grania jazzu i hard-rocka. Trzyma się je w ręku niczym piękną, delikatną, jednocześnie inteligentną i mądrą kobitkę. Ciepły, ciut vintage'owy sound, klimatyczny i miły niczym skrzypce, każe chylić czoła przed Japońcami, którzy odpowiadają za reedycję serii Artist. Wiosło jest niczym piękny mebel – drewno, połysk, wręcz ekskluzywne użytkowanie – piękna rzecz. I gra po prostu wyśmienicie.
Gitary Tyme – firma, która mi podesłała ofertę gitarek Tyme, rozprowadza po Europie ESP. Pomyślałem sobie – ok, kolejna podróbka Gibsonów, pewnie tak samo lipna, jak reszta, w dodatku stosunkowo droga. Ale – wziąłem na próbę 3 wiosełka, i... splaszczyło mnie. Wiosła są wykonane po prostu zawodowo, i grają tak samo dobrze, jak nie lepiej, jak „oryginalni” koledzy, którzy kosztują 2x więcej. Na największą pochwałę zasługuje użyte drewno – solidne, ciężkie, bez kompromisów, wykończenie – po prostu zawodowe malowanie i dbałość o szczegóły, oraz przystawy – zbudowane na magnesach Alnico gadają tak, jak powinny – hard-rockowo, ciut old-schoolowo, ale i mocny przester ciągną jak cholera. Odróbka strata brzmi jak strat, a replika gibsona daje brzmienie rodem z teledysków Guns and Roses. Wszystko od 500 do 900 złotych. Śmieszna cena, super wiosełka.
Hartke 3500 – nie bez kozery wzmacniacz ten cieszy się sławą „najpopularniejszego pieca basowego świata”. W naprawdę zajebistej cenie dostajemy główkę ze sporym zapasem mocy, z której można wykręcić wszystko – od konkretnego pierdolnięcia, po ciepłe i subtelne brzmienie jazzbasu. Do tego lampka na preampie, solidna obudowa i łatwość obsługi. Ultra zawodowy head to nie jest, ale za ta kasę – absolutny faworyt.
Ibanez 10G – małe gówno, piecyk 10W za 200 zeta, a prezentuje kompletnie odjechany poziom w stosunku do reszty maluchów. Nie pierdzi, daje pełny distortion, clean nie gaśnie, jest zrobiony w miarę solidnie, no i kosztuje tyle, ile dobra biba w piątek wieczorem:). Jeżeli komuś potrzebny jest malutki piecyczek do domowego grania, spokojnie może go brać – jest bardzo fajnie.
Rocktron Hypno Flange – flanger, który ma bardzo specyficzne brzmienie, ale przez to niesłychanie mi podszedł. Głównie przez to, że ma dość delikatne przetwarzanei dźwięku, nie robi z gitary odrzutowca, a działa tak, jak powinien – podrasowuje brzmienie cleanu, nie niszcząc go, i lekko zawirowuje przester, jednocześnie nie obcinając pasma. W dodatku można z niego wykręcić wiele różnych brzmień, z totalnymi kosmosami włącznie. No i ma oscylator dolnych tonów – autorski projekt Rocktrona – czyli dodatkowe przetwarzanie dolnych tonów, które potrafi zakręcić basami w cholernie hipnotyczny, transowy sposób. Ale uwaga – ten flanger ma specyficzną barwę, nie każdemu może ona się spodobać.
Struny Elixir – drogie jak cholera, ale – po prostu 5x lepsze od reszty towarzystwa. Żywotne, stroją, nie puszczają i same dopasowują się do paluchów. Gra się na nich o wiele wygodniej, i tyle.
Elektroakustyk Washburn Oscar Schmidt OG2E – ładne, ciepło brzmiące, miękkie pudełko z doskonała jak na tą cenę przystaweczką. Na pokładzie ma dodatkowo tuner i pełnopasmowy equalizer. Gitarka dość delikatna, ale za te pieniądze nie ma nic lepszego. Chyba, że Skyway, ale to przemilczmy. Gitarki te idą na pniu, i nic dziwnego – stroją, dają miły sound, są łatwe w użyciu, i naprawdę dobrze brzmią wpięte do prądu. Polecić:)
Behringer Xenyx 802 – zajebiście poręczny, mały mixerek. Zero zbędnych bajerów, ale są dwa kanały mikrofonowe, dwa stereo, odsłuszek, wyjście dodatkowe i... całkiem ładnie to działa. Całość poniżej 300 złotych. Jak potrzeba coś na próbę, mały koncert, albo granie imprezy – rewelacja. Stosunek ceny do przydatności – bombowy.
Gator case Stealth – super kejsiki do gitar i nie tylko – troszkę ponad dwie stówki, czyli tyle, ile kosztuje everplay, a jakość dwie półki wyżej. Elegancki, poręczny, wygodny i wyważony case, który nie waży 30 ton i jednocześni zawodowo zabezpiecza wiosło. Chyba w końcu skończyły się te kurewsko drogie futerały, zaczynające się od 400 zeta, a rozpieprzające się po dwóch miesiącach.
Ok, na razie tyle – pewnie popełni się wkrótce część kolejną. A jak nie, to tym razem postaramy się napisać o tym, co nas zaskoczyło, ale negatywnie:).
nie robi, mają tylko 3 modele
nie robi, mają tylko 3 modele gitarowych i 3 modele paczek. B52 generalnie robi głównie pro audio. jak potrzebna ci jakas porada w sprawie basowego, pisz do mnie na gg: 8435242 - w końcu rockfan to również sklep:)
Rock and Roll, baranki!
Czy B-52 robi piece basowe?
Czy B-52 robi piece basowe? Albo ich nie ma albo jestem ślepy...
Dodaj swój komentarz