Lamb Of God, Progresja, 25.05.2010

Panowie nasz kraj odwiedzili po raz pierwszy, dzięki czemu nadarzyła się świetna okazja do zobaczenia na żywo zespołu, którego słucham intensywnie już od dłuższego czasu. Nie byłem specjalnie przekonany co do ich nastawienia, gdyż w Polsce nie wiedzieć czemu mieli kiepską prasę a podczas wywiadów zamiast gadać o muzyce, stawiano im jakieś kretyńskie zarzuty (pozdro dla pana Jordana Babuli z „Teraz Rocka”), ale pomińmy już sprawy mało znaczące i przejdźmy do najważniejszej- do imprezy.

 

W Progresji stawiłem się nieco po 19, otwarcie bram było o 19- nie miałem żadnego problemu z dostaniem się do środka, zdziwiła mnie nieco bardzo dokładna kontrola przed wejściem (przeszukiwanie & shit), ale ponoć to wymóg managmentu. W sumie dla amerykanów Polska to głęboka Rosja, dzicz i hołota (o ile w ogóle wiedzą co to jest Polska), hehehehe. Po zakupie złocistego płynu jąłem przeciskać się bliżej sceny- na początku nie było to trudne, gdyż na supporcie publika była dość przerzedzona.

 

Support- Toxic Bonkers. Z muzyką panów owych zetknąłem się już wcześniej, w sumie byłem nastawiony dość chłodno i tak też się czułem po zakończeniu ich występu. Chwała dla nich, bo zagrali naprawdę bardzo dobry kawałek koncertu, a granie przed taką gwiazdą to dosyć niewdzięczna sprawa, ale chłopaki wyszli z tego obronną ręką. Ludzie rozgrzali się całkiem porządnie, mimo początkowej drętwoty pod koniec zaczęło się coś dziać pod sceną. Nagłośnienie również było niezłe, chociaż gitary robiły jedno wielkie DŻŻŻ, ale do tego chyba w sumie już zaczynam się przyzwyczajać :P Masa gainu, mało środka itd. itp, wiadomo o co chodzi. Muza jednak jakoś do mnie nie trafia, chociaż robią taką swojską rozpierduchę bardzo dobrze, brakuje im jednak takiego dotknięcia geniuszu :)

 

Od samego początku zaskakiwała mnie niesamowicie żywiołowa reakcja publiczności, naprawdę, takiego czegoś nie widziałem od bardzo dawna. Ogromne napięcie, kiedy zbliżała się godzina X, kiedy cichł każdy kolejny numer z płyty, rozlegało się energiczne skandowanie, ciśnienie i oczekiwania były niesamowite. Kiedy światła skierowały się w naszą stronę, już wiedzieliśmy, że to jest to- intro, czyli „The Passing”. Na tymże filmiku, mimo słabej jakości, dosyć dobrze widać jak publika dawała radę:

 

Oczekiwanie, oczekiwanie, i co? Nieziemski rozpierdol.

 

Panie, 85 zeta za taki koncert? Toż to jak za darmo. Naprawdę, nie wiem czy istnieje obecnie jakaś kapela metalowa, która gra tak energetycznie, świeżo, z polotem. „In your words” porwało spragnioną krwi i moshu publikę, mimo pewnych niedogodności akustycznych szybko wszystko zostało naprawione. Obejrzyjcie sobie filmik powyżej, tam widać co się działo- nie da się tego opisać słowami.

Nie chcę specjalnie rozwodzić się nad mocą poszczególnych kawałków, w moim odczuciu najlepiej wypadły „Walk with me in hell”, „Now you’ve got something to die for”, dość niemrawo poszedł „Redneck”, za to z mega energią jak zwykle „Black Label” i inne starsze numery. Po cichu liczyłem na więcej „Wrath”, ale i tak było nieźle- dwa pierwsze utwory zmiażdżyły, a „Contractora” nie do końca pamiętam- zostałem potyrany przez publikę :) Koncert był bardzo głośny, ale nie było ciśnienia- wszystko brzmiało super selektywnie a panowie grali z niesamowitą precyzją- pomyłki naliczyłem bodajże dwie. Klasa pany, klasa- niby metal jak metal, ale coś w nim jest, coś co zachęca cię do uczenia się słów, coś co energetyzuje i sprawia, że przy pierwszych dźwiękach zupełnie tracisz zmysły- chcesz zatopić się w muzie i dać upust wszelakim frustracjom- idealne katharsis- polecam wszystkim trollom internetowym i tym, którzy dawno nie ruchali :P

 

Sporo było miłych akcentów, jak na przykład Randy stwierdzający, iż jesteśmy najbardziej dziką publiką na trasie- mimo tego, że nie biorę takich komplementów z połykiem, to ciężko było się nie zgodzić- publika rządziła. Przez pewien czas paradował też opatulony flagą Polski i pozdrawiał zespół Behemoth, który z resztą ponoć zjawił się na koncercie. Przyznać muszę, że jest świetnym frontmanem i publiczność miał okręconą wokół małego paluszka- potrafił zagadać na tyle sensownie, że nawet zwyczajowe „YEEEAH” brzmiało jak składna, logiczna i merytoryczna odpowiedź- niewielu tak potrafi.

 

Kilka słów na temat knajpy- fajna akustyka, fajna knajpa, piwo w przystępnej cenie, ale kurwa, gdzie jest POWIETRZE?! Tam oddychać się po prostu nie dało, dziwne, że nikt nie zemdlał, bo momentami sam już byłem tego bliski- spod sceny chciało się jak najszybciej spierdalać, bo z tyłu było trochę przestrzeni. Była tam niby jakaś wentylacja i od czasu do czasu zawiało przyjemnie, ale wyglądało to tak, jakby była włączana raz na 30 minut na 5 sekund. Gorąco było niesamowicie, ludzie wyżymali koszulki, z których lały się dosłownie litry potu. Nawet sam Randy w pewnym momencie stwierdził, wymownie w stronę władz klubu, że ludziom jest tu za gorąco i rozdał całą swoją wodę- ot, sympatyczny kolo. Następnym razem zabieram maskę tlenową.

 

Jedna jeszcze rzecz strasznie mnie wkurwia- zabieranie aparatów przez ochronę, kiedy ktoś nagrywa filmik. Co to za kretyński, pojebany przepis? Tak, na pewno ktoś zgra filmiki z aparatu, wypali na płytę DVD i będzie rozpowszechniał za grube pieniądze- ludzie, litości, już nie jesteśmy w latach 80, kiedy tylko bogatszych było stać na kamery i faktycznie istniał taki proceder jak sprzedawanie nieautoryzowanych bootlegów. Niektórzy ludzie bardzo mocno nie mogą się pogodzić z ekspansją Internetu i chcą z całej siły ograniczać jego korzyści dla szarego człowieka- bardzo niefajne, z tego miejsca posyłam takim typom wielkie FUCK YOU.

 

Ogromne wrażenie zrobiła na mnie praca świateł, zsynchronizowana z niektórymi biciami stópki, z breakdownami, ktoś się na prawdę napracował, żeby to był bardzo dobry show, bez ściemniania, organicznie, ale widowiskowo- to się chwali.

 

Podsumowując, no było rewelacyjnie. Mimo drobnych niedogodności, nie wpłynęło to nijak na moje wrażenia- zostałem rozpłaszczony, dosłownie i w przenośni. Jeżeli ktoś nadal myśli, że ten zespół to jakiś lichej jakości odprysk Pantery, niech jak najszybciej skoryguje swoje poglądy. Czytam właśnie relację z koncertu, i dalej ktoś powtarza w kółko te same bzdury, ja pierdolę, czy ludziom to się nigdy nie znudzi? Czasami wydaje mi się, że ktoś bardzo usilnie chce zamknąć coś w szufladce, którą sam sobie stworzył, nie zważając na to, jak bardzo to coś do tej szufladki nie pasuje. Nie jestem fanboyem, do zespołów podchodzę raczej z dystansem, ale mam uszy, mózg i nieskromnie przyznam, że potrafię ich używać całkiem nieźle, a podpowiadają mi one coś zgoła innego, niż czytam na przykład tu muzyka.wp.pl/rpid,571095,title,Udany-pierwszy-raz,relacja.html „(…)potwierdzili, że są bezkonkurencyjni w graniu tzw. nowego metalu, ale zawsze gdzieś z tyłu głowy będziemy mieli, że namaszczanie ich na następców Pantery to bardziej przejaw kurtuazji…” Kurtuazyjnie nawołuję do zaprzestania rozsiewania takich głupot- nie kumata, że to zupełnie dwa różne, odmienne zarówno pod względem ideologii jak i brzmienia oraz komponowania zespoły? Jakiś skretyniały dziennikarz palnie jedną głupotę a cała reszta osłów powtarza to jak mantrę- mówimy temu procederowi DOŚĆ!

 

Takem mówił ja- Wiśnia, który tego średnio pięknego majowego dnia penetrował zapyziałe kluby Warszawy, pozdrowienia dla ekipy, która dotrzymywała mi towarzystwa- Iwa, Obala i Szwagra, mam nadzieję, że to nie ostatnie takie doświadczenie w moim życiu.

 

Tym bardziej, że „they WILL be back” :)

Kilka filmików poniżej, a zajebiste fotosy możecie sobie obejrzeć pod następującymi adresami:

kuchomik.blogspot.com/2010/05/lamb-of-god.html

kararokita.blogspot.com/2010/05/lamb-of-god-25052010-progresja-warszawa.html

 

 

Dodaj swój komentarz

Zawartość pola nie będzie udostępniana publicznie.
  • Dozwolone znaczniki HTML: <a> <p> <div> <h1> <h2> <h3> <h4> <h5> <h6> <img> <map> <area> <hr> <br> <br /> <ul> <ol> <li> <dl> <dt> <dd> <table> <tr> <td> <em> <b> <u> <i> <strong> <font> <del> <ins> <sub> <sup> <quote> <blockquote> <pre> <address> <code> <cite> <embed> <object> <param> <caption>
  • Znaki końca linii i akapitu dodawane są automatycznie.
  • Adresy internetowe są automatycznie zamieniane w odnośniki, które można kliknąć.

Więcej informacji na temat formatowania

Mollom CAPTCHA (odtwórz plik dźwiękowy CAPTCHA)
Wpisz znaki, które widzisz na obrazku powyżej. Jeśli nie potrafisz ich odczytać wyślij formularz jeszcze raz. W takim przypadku zostanie wygenerowany nowy obrazek.