Kontrust – „Time To Tango”

Jeśli śledzicie portale zajmujące się ogólnie pojętym „jajcarstwem” na pewno mignął Wam przed oczami kawałek zespołu Kontrust, zatytułowany „Bomba”. Zespół, przebrany w tradycyjne, Tyrolskie stroje, paraduje po Alpach, a w tle napieprza nu-metal. Zainteresowało mnie to na tyle, że postanowiłem posłuchać sobie całej płytki.

 

Ongiś kapela, rodem z Austrii, cięła nieco ostrzejszy, crossoverowy NuM. Obecnie, po zmianach personalnych, stawia na bardziej komercyjne granie. Moim zdaniem kapeli wyszło to jak najbardziej na zdrowie. Kontrust opisuje swoją muzę jako „tribal metal” - dość dziwne pojęcie, aczkolwiek po głębszym zastanowieniu się, dość trafne. Dodatkowym argumentem, przemawiającym za zespołem jest fakt, iż na wokalu śpiewa rasowa Laszka, czyli Pani Agata Jarocka.

 

Najnowszy album zespołu, już z Agatą na wokalu, ma tytuł „Time To Tango”. Jest długi – mało która kapela pozwala sobie na wydanie płyty z 16 kawałkami, nawet jeśli dwa z nich to właściwie przerywniki. Muzola generalnie wygląda tak – ostry, bujający riff, dynamiczny refren, bardzo melodyjny, hiciorowaty refren, a w tle męski wokal pruje regało-jamajsko podobne rapo-duby. Rezultat? - ależ tak! Jak najbardziej pozytywny.

 

Żeby nie było – Kontrust jest szczerze komercyjny, co zapewne wzbudzi oburzenie całej rzeszy miłośników podziemia – no bo jak to, ładne melodyjki, teksty z frazesami „I close my eyes and see the dark”, bardzo wpadające w ucho riffy i muzyka wybitnie imprezowa? Błeee.... A ja, proszę ja Was, lubię:). I dla mnie te wszystkie zarzuty, to zalety:). Powinno być na rynku więcej kapel, które potrafią pogodzić rockowy wypierdol z komercyjną strawnością, i stanowić wstęp do głębszych poszukiwań. A że smakosze się skrzywią? - ich strata.

 

Wydawać by się mogło, że na rynku komercyjnego rocka nic nowego się wymyśli, a jednak – te dubowo-gitarowe połączenie wrzasków męskich, damskich śpiewów i bardzo dynamicznych, headbangujących riffów, ma swój styl. Jest ciężko – no wiadomo, nie jest to death metal, ale wiosełka nie są sofciarskie i na siłę uczesane – album brzmi mocniej niż choćby najnowszy Godsmack. Zwłaszcza bas potrafi zgiąć kolana. Płytka jest wyprodukowana perfekcyjnie i bardzo profesjonalnie. Czasem może za bardzo podjeżdża autotune'm i cyfrowymi gadżetami, ale nie boli to aż tak, jak chociażby u amerykańskich, nowoczesnych, metalowych zespołów pokroju Bullet For My Valentine czy Avenged Sevenfold.

 

Najmocniejsza strona płyty to jej przebojowość – wśród kilkunastu kompozycji są takie, które natychmiast wpadają w ucho, i nie chca wyjść. Tak powinna wyglądać siła rocka – mocno, zwięźle, i z przebojem. Numery, jak „On The Run”, „Personal Rotation”, „Vodka, Tribe and Dynamite”, „Face and Filter” to natychmiastowe hiciory, gotowe do kręcenia teledysków i atakowania list przebojów. Czy obrana stylistyka starczy na drugi album, nie wiem, ale ten już jest bardzo fajny i wpadający w ucho.

 

Słowo o wokalistce – od czasu Sandry Nasic z Guano Apes żaden damski wokal nie podziałał na mnie aż tak. Agata śpiewa przezajebiście, energicznie, dynamicznie, jak facet:). Porównań z Guano Apes zresztą nie da się uniknąć. Ale – z racji tego, że to nasza rodaczka, stawiam na nią. Wokaliza ma w sobie jakiś taki lekki powiew swojskości, słowiańskiej ekspresji, co słychać zwłaszcza w przerywniku „Lato” i wspomnianym „Vodka, Tribe and Dynamite”.

 

Pozostaje ubolewać, że u nas niekt nie zainteresował się tym zespołem na tyle, żeby chociaż wydać ich płytę (w sklepie nie znajdziecie, nie ma polskiego wydawcy). Na portalach pierdoli się dniami i nocami o gwiazdach, które nawet nie nagrały płyty, o „polskich Angelinach Jolie”, Dodach i Nergalach i innych gadzinach, które za cel życia stawiają sobie zabłysnąć łażeniem bez majtek. A tu – zupełnie z czapy okazuje się, że w Austrii gra zajebista kapelka, grająca komercyjny rock/metal, gdzie fenomenalnie śpiewa Polka, a u nas ani mru, mru. Skandal, moi drodzy, skandal – i choćby z tej przyczyny polecam Wam spróbować posmakować płyty „Time To Tango”. Na przykład tutaj.

1. Dancer in the sun
2. Play with fire
3. On the run
4. Personal rotation
5. The smash song
6. Sin
7. We add the world
8. Mainstream bypass
9. Clown parade
10. 1k1
11. Lato
12. Vodka, tribe and dynamite
13. Zero
14. Känämänännä
15. Bomba
16. Face and Filter

 

Portret użytkownika gość

A mnie się wydawało że Agata

A mnie się wydawało że Agata ma na nazwisko Jarosz - a nie Jarocka...

Portret użytkownika Letniewino

Podpisuję się pod recenzją

Podpisuję się pod recenzją rękami i nogami. Oczywiście, moja fascynacja KT zaczęła się od "Bomby", która została przesłana mi przez kumpla na zasadzie "o, popatrz, ale jajcarski teledysk". Po pierwszym obejrzeniu jajcarskiego teledysku doszłam do wniosku, że ok, teledysk, teledyskiem, ale utwór jest całkiem porządnym kawałkiem muzyki, przebojowym, mocnym, ze świetnymi wokalami, w którym niemal wszystko gra tak, jak powinno. Po wielokrotnym przesłuchaniu "Bomby" o różnych porach dnia i nocy pasowało się w końcu zapoznać z resztą płyty, czego się szczerze bałam. Z prostego powodu - obawiałam się, że będzie "Bomba", a potem długo, długo nic. Zbierałam się do płyty więc nieco zbyt długo, nieco z niechęcią i starając się nie myśleć o tym, że "Bomba" to taki dobry utwór i pewnie nic go nie przebije. Gdy w końcu płyta została przeze mnie przesłuchana, doznałam ciężkiego, aczkolwiek bardzo pozytywnego szoku. Okazało się, że jest to dobry, równy, przebojowy album i ja również tej przebojowości nie uznaję za wadę. Muzyka ma służyć szeroko pojętej rozrywce, wolę przebojowe kawałki Kontrustu, które nie udają niczego poza tym, czym naprawdę są, których można posłuchać, przy których można poskakać, które można pośpiewać i przy których można się upić, niż depresyjne zawodzenie i wielkie ideologie dorabiane do muzyki wielu współczesnych zespołów. Należy jednocześnie pamiętać, że w żadnym wypadku nie jest to prostacka i tania rozrywka - muzycy mimo wszystko musieli wykazać się sporymi umiejętnościami przy nagraniu tej płyty i na pewno jest ona adresowana do fanów ciężkich brzmień. A że nie jest to zbyt undergroundowa płyta? No cóż, nie tylko "podziemne" rzeczy są dobre.
Słówko o porównaniu do Guano Apes - nasuwa się bardzo, w szczególności do pierwszej ich płyty. Ale raczej można tu dostrzec pewną inspirację i oczywiście pewne podobieństwa u wokalistek, niż, nomen omen, małpowanie ;) Mimo wszystko Kontrust zachował swój styl i nadał płycie swoją indywidualność.
Ciekawe, co zaproponują kolejnym razem. Może niech się za bardzo nie śpieszą... Może niech najpierw dadzą ludziom poznać "Time to Tango", bo naprawdę warto :)

Portret użytkownika Shavomir

Mr Szatan jest nawet na

Mr Szatan jest nawet na teledysku ; D

Portret użytkownika halek

Kawałek "Bomba" razem z

Kawałek "Bomba" razem z teledyskiem jest cholernie chwytliwy, nie mogę przestać go słuchać :D

Dodaj swój komentarz

Zawartość pola nie będzie udostępniana publicznie.
  • Dozwolone znaczniki HTML: <a> <p> <div> <h1> <h2> <h3> <h4> <h5> <h6> <img> <map> <area> <hr> <br> <br /> <ul> <ol> <li> <dl> <dt> <dd> <table> <tr> <td> <em> <b> <u> <i> <strong> <font> <del> <ins> <sub> <sup> <quote> <blockquote> <pre> <address> <code> <cite> <embed> <object> <param> <caption>
  • Znaki końca linii i akapitu dodawane są automatycznie.
  • Adresy internetowe są automatycznie zamieniane w odnośniki, które można kliknąć.

Więcej informacji na temat formatowania

Mollom CAPTCHA (odtwórz plik dźwiękowy CAPTCHA)
Wpisz znaki, które widzisz na obrazku powyżej. Jeśli nie potrafisz ich odczytać wyślij formularz jeszcze raz. W takim przypadku zostanie wygenerowany nowy obrazek.