Nie od dziś wiadomo, że tylko i wyłącznie piękni mają prawo do życia i szczęścia. Miejsce reszty jest w szambie, ewentualnie na stołku konsumenta (piękni z czegoś żyć muszą). Są jednak tacy, którzy wyłamują się z tego idealnego schematu. Ku przestrodze - oto ułatwiające identyfikację charakterystyki tychże niegodziwców, którzy w obrzydliwy sposób psują naturalny porządek świata.
Miejsce 10 – Steven Tyler (Aerosmith)

W konkurencji „największa japa Rock'and'Rolla” ma konkurenta jedynie w Micku Jaggerze. Zmarszczek na dziobie może pozazdrościć mu przeciętny buldog. Niskiego czoła – każdy neandertalczyk. I co z tego? Facet ma miliony w kielni pomimo tego, że podczas zabaw w piaskownicy nawet kot przysypywał go piaskiem...
Miejsce 9 – Janis Joplin
Głos – perła, charyzma – kryształ, czucie muzyki – niedoścignione, powłoka – makabra. Krzywa w absolutnie każdym elemencie. A dzisiaj śmieją się z „Brzyduli Betty”, która przy Janis mogłaby już masować skronie pod koronę Miss World. Naturalnie, nie przeszkadzało to pani Joplin ani trochę – gdyby przyjęła choćby 1/1000 facetów, którzy koło niej się kręcili, jej ginekolog stałby się najbogatszym człowiekiem na Ziemi...
Miejsce 8 – Gene Simmons (Kiss)
Gene może i nie jest jakoś szczególnie paskudny, ale należy mu się za image, jaki przybrał sobie na scenie. I to dobre 30 lat przed Lordie:P! No i ten jęzor – w sam raz do strzelania patelek krasulom na bałkańskiej wsi. Gdyby urodził się w Bułgarii, pewnie nie chciałoby mu się wziąć nawet do ręki gitary:P Naturalnie, pomimo „przeciętnej” urody, ma taki szmal, o jakim możemy sobie tylko pomarzyć.
Miejsce 7 – Janusz Panasewicz (Lady Pank)

Nie zapominajmy o naszym własnym podwórku. Popularny Panas stanowi skrzyżowanie indianina, wieszaka i wyciora do butelek. Co gorsza – im dalej z wiekiem w las, tym gorzej. W dodatku miłośnik trunków, co na cerę nie pomaga. Od kilkudziesięciu lat każdy zastanawia się, skąd przyleciał, i ile jeszcze może wypić? I huk – za to jak zaczyna śpiewać, najstarsze grzyby idą w pogo.
Miejsce 6 – Kurt Nielsen

Zwycięzca Międzynarodowego Idola nr 1 nawet podczas zawodów słyszał od jurorów „Zbyt brzydki by wygrać”, „Z Ciebie NIC się nie zrobi”. W dodatku hydraulik. I rudy... I szczerbaty... I piegowaty... I ma wyłupiaste gały... Za to jak zaśpiewał U2, Bono zapytał odstawiając herę, oooo – już jestem „tam”???. Pokazał im.
Miejsce 5 – Mick Jagger (The Rolling Stones)

Legenda, idol, frontman, szaleniec, potwór. Twarz, której nie da rady skarykaturować – bo wychodzi przystojniaczek:P. Rzeczywiście wygląda, jakby kamień stoczył mu się od przodu na dziób. I te ruchy – nie wiadomo, pedał, czy parkinson? Za to w kategorii „waliłem wszystko, nawet automat od Coca-Coli”, konkurencję zostawia w przedbiegach. Nikt i nic nie dorówna Jaggerowi w zaliczaniu kobiet – stado królików to przy nim ascetyczni mnisi.
Miejsce 4 – Meat Loaf
No, przynajmniej xywkę ma dobrą. Chodząca anty-reklama fastfoodów. Wielki grubcio z wiecznie zatroskanym wyrazem twarzy i głosem kastrata. Pamiętacie video do „Anything for love”? Facet cały teledysk biega w masce i udaje potwora. Na koniec maska spada, i... jest jeszcze gorzej! Za to kawałek do dzisiaj jest nieśmiertelnym hiciorem, a koleś tapla się w sławie i kasie i ma to wszystko w swojej dużej pupie.
Miejsce 3 – Lemmy (Motorhead)


Najbrzydszy metalowiec, w dodatku totalny alkoholik. Najsłynniejsza brodawa świata. Jak śpiewa, to wygląda jak rottwailer podczas aktu defekacji, zwanego potocznie sraniem. Ząbki tez swoje przeżyły, a wąsy wyszły z mody już za Bolesława Śmiałego. Nikt tak jednak nie potrafił przekuć wady w atut, czego dowodem jest stan konta Lemmy'ego, rzesze fanów Motorhead i status legendy, jakim cieszy się do dziś. Ale koleś, który porównał go do Mony Lisy, to chyba był jeszcze brzydszy:P.
Miejsce 2 - Shane McGowan (The Pogues)

Ten irlandzki zespół nie cieszy sie może zbyt wielka popularnością w Polsce, ale za to „subtelną” urodę wokalisty znają wszyscy. To jemu mama wieszała kiełbaskę na szyi, żeby piesek chciał się z nim pobawić. I to jemu na twarz kładli garnek, gdy stanął zbyt blisko kuchenki. A mimo to facet śpiewa, robi swoje, i ma to gdzieś. Ot, bohater dnia powszedniego.
Miejsce 1 – Budka Suflera (Zbiorowo)

Absolutny faworyt rankingu. Nie wiem, czy z anty-castingu ich zlepili, ale jedno jest pewne. Ufo istnieje. Jak to kiedyś powiedział ich kolega z branży - „oni mogliby grać w „Star Trek” bez charakteryzacji”. W Mordorze też by mogli pohasać – przynajmniej górski troll wyleczyłby się z depresji. Oczywiście, pomimo tego pozostają najlepiej zarabiającym zespołem w Polsce, i pewnie jeszcze kupę czasu tak zostanie.
Wyróżnienie - Bill Kaulitz (Tokio Hotel)

Nie wiem, kto tego kolesia tak okaleczył, i jak bezwzględnym menadżerem musiał być. Wiem jedno – Bill pewnego dnia się popłacze, jak okres mu się spóźni...

hehe, przeczytałem nagłówek i
hehe, przeczytałem nagłówek i byłem pewien że znajdę tu wzmiankę o Michael Lee Aday czyli Meat Loaf.. ;P
Mnie brakuje tylko jednej
Mnie brakuje tylko jednej osoby- Roba Halforda z Judas Priest.
No ale ja myślę, że jednak na
No ale ja myślę, że jednak na najniższym stopniu podium powinien zasiąść nie kto inny, jak Ozzy Osbourne ;)
\m/
Dodaj swój komentarz