A jest nim Wadeye w Australii. Jak przeczytałem artykuł, świat zrobił się inny. Oto, jak muzyka metalowa wywiera wpływ (w tym wypadku niekoniecznie pozytywny) na mózgi ludzi nieco inaczej odbierających świat. Mocne nerwy wskazane:). Tłumaczenie własne, z grubsza oddające sens artykułu. Oryginał zamieścił magazyn Vice.

Wadeye to miasto, w którym ponad połowa ludności ma poniżej 20 lat. Połączcie to z faktem, że szkoła w tej miejscowości jest dopiero od kilku lat, i macie wynik - kupa dzieciaków robiących cokolwiek, byle sie nie zanudzić na śmierć. Jak zbudowano szkołę, poszła do niej 1/3 zainteresowanych. Odpowiedź społeczeństwa? Zatrudniono gościa, który jeździł ciężarówką z klatką na pace, i wyłapywał niegrzeczne dzieciaki:). Nie podziałało, więc zagrano inaczej - wybudowano basen i zaczęto stosować politykę "nie ma szkoły - nie ma basenu". Nagle okazało się, że nie da rady pomieścić uczniów w budynku, a nauczyciele nie wyrabiaja z robotą. Jedynym wyjściem było zniechęcenie części uczniów do nauki:).

Cała szkoła - ławki, ściany, podłogi, okoliczne chodniki - nosi wydrapane lub narysowane nazwy lokalnych "gangów", ich loga, i znaki. W dzielnicach biedoty całe ulice są wysmarowane logami "Iron Maiden" lub "Judas Priest", żeby było wiadomo, na czyim terytorium jesteś. Tak - gangi biorą swoje nazwy od nazw zespołów. Na zdjęciu - jak widać - fani Slayera:). O nich później.

Czym skorupka za młodu nasiąknie...

Kobietom w Wadeye nie żyje się zbyt lekko - są wykorzystywane w dośc bezlitosny sposób, zwłaszcza, że wychowanie promuje raczej uległość i podległość. Dziewczyna na fotce ma 17 lat, żeby było zabawniej, mieszka z kuzynką, która ma 24 lata i jest już babcią. Panowie z Wadeye traktują kobity dość przedmiotowo - doświadczają one na codzień przemocy seksualnej, nie tylko ze strony "legalnych" partnerów.

Do tych panów nie podskakuj - to są członkowie "Slayer's Mob" (Paka Slayera). Wolne godziny spędzają na strzelaniu do papug z proc zrobionych z piłek do footballu. Ta papuga nie zdołała uciec, panowie zapytani, co z nią zrobią, odpowiedzieli "udomowimy":). Wnioskując z liczby piór i bezgłowych truchełek zalegających przy ich domu (autor artykułu widział to na własne oczy) - nie idzie im zbyt dobrze. "Udomowimy". Ot, poczucie humoru.

Gang "Slayerowców" ma naturalnie starszych członków - nad wyraz chętnie, jak widać, pozują do fotek przed siedzbą ich gangu. Panowie, zapytani o konflikty z innymi gangami, które nierzadko przeradzają się w Wadeye w pełnoskalowe zamieszki (czasami musi interweniować wojsko), bez cienia żartu odparli, że ostatnio tłukli się z członkami "The Judas Priest's", a powodem była dysputa, podczas której "Judasi" uparcie twierdzili, że Halford to najlepszy metalowy wokalista świata. Wyobrażacie sobie, jak musi wyglądać napierducha między tymi gangami, z pustynią pełną piachu i psów dingo w tle?

Miejscowość powstała jako misja katolicka - do dziś mieszkańcy kontynuują tradycję tejże religii, ale pomieszaną z własnymi, dawnymi wierzeniami animistycznymi. Do tego dorzucili elementy muzyczne:). Jezus w kościele jest czarny, a wszystkie dzieciaki noszą satanistyczne koszulki, pomimo różańców na szyjach. Autor artykułu doświadczył jednego z sakramentów - miał okazję widzieć chrzest nowo narodzonego dziecka. Muza metalowa z otaczających kościół budynków zagłuszała błogosławieństwa kapłana. A tatuś trzymający dziecko do chrztu miał na grzbiecie koszulkę Anthrax z napisem "Follow Me And Die" (podążaj za mną i umrzyj):P.

Czasami trzeba się rozerwać - na przykład w ten sposób. Pakujesz 12 członków gangu do wynajętego samochodu, i jeździsz kilka godzin po okolicznej pustyni przy kawałkach Judas Priest na cały regulator. Na szczęście tym razem ucierpiał "tylko" Kangur i jeep. Jak pisze autor, natychmiast po zderzeniu z kangurem, ale zanim samochód się zatrzymał, młodsi członkowie gangu szybciutko wyskoczyli i podbiegli do zwierzaka. Towarzyszący im autor zastanawiał się, gdzie tu może być najbliższy weterynarz. 10-letni metalowcy mieli inny pomysł - trzasnęli kangura w łeb kamieniem i wycięli mu jajca. Tru evil.

W Wadeye nie zawsze są zamieszki - czasem odbywają się wspólne imprezy, na które ściągają wszystkie gangi. Na tych imprezach nie ma dymu, za to każdy gang przynosi swój ulubiony album, i przed wejściem wręcza go DJ-owi. Potem, gdy powiedzmy, leci "Run To The Hills", cały gang Maidenów wychodzi na główny trawnik (dyskoteka odbywa się na swieżym powietrzu) i robi młyn, grając na "wirtualnych" gitarach oraz headbangując przed innymi gangami, składając hołd ukochanej muzyce.

Ten gość to Sebastian - chociaż był członkiem "The Judas Priest's", oznajmił, że woli country i klasycznego rocka. Kiedy przyszła jego kolej, wszystkie gangi zrobiły mu miejsce, facet pojawił się znikąd, i zatańczył tak, że rozjebał wszystkich. Kiedy jego kawałek się skończył, bez słowa poszedł do swojego domu, trzaskając na koniec drzwiami.

Ci goście, to bracia z gangu "Slayerowców". Całą chatę mają pokrytą graffiti, oczywiście w tematyce zespołu. I teraz uwaga - oprócz ścian, nie mają w domu absolutnie nic - żadnych stołów, krzeseł, łóżek - nic.

Te znaki przestrzegają przed wąchaniem paliwa ("Petrol sniffing kills" rządzi :PP) oraz paleniem marychy.

Dzieciaki w Wadeye są niesłychanie przyjazne i kontaktowe, i rzeczywiście autentycznie, kurewsko kochają metal.

Ta świnka wisi w jednym z barów, w których można ugasić pragnienie lokalnym browcem

Jak na miejscowość opanowaną przez muzykę, półka z płytami w lokalnym sklepie (jedynym w okolicy) prezentuje się nader mizernie. Pięć CD-ków, w dodatku w cenie 2x większej niż w mieście, to niewiele. Zapytani o to, skąd biorą muzykę, mieszkańcy Wadeye odpowiedzieli, że z miejscowości Darwin (200 km po bezdrożach w jedną stronę). Dla chcącego nic trudnego:PPP.
Jeżeli chcesz wybrać się do tej miejscowości, i dołączyć do "Judasów" tudzież "Maidenów", więcej informacji o Wadeye znajdziesz tutaj.
Dodaj swój komentarz