O – u nas też powoli zaczyna grać się hmmm... emo. Choć zespół młody duchem, stażem i wiekiem, pogrywa swoje. Coś dla miłośników tego, co obecnie dzieje się w USA. Lubita zawodzący, bardzo melodyjny emo-rock? No to czytajta dalej.
Zespół grywa sobie od 2006 roku i dość niedawno okrzepł w stałym składzie. Parę osób się przewinęło, ale miejsca nie zagrzało, oczywiście w końcu los złączył wszystkich jak trzeba, i kapela wzięła się na ostro do roboty. Panowie dość aktywnie działają – grywają sporo koncertów, popełnili demko, cały czas coś się dzieje. Stronka ostatnio zdechłą, a szkoda, bo była fajna, "krowia".
Muza to rockowe granie, opierające się na gitarach i wokalu, które gadaja razem w sposób zbliżony do obecnych trendów. Jeśli ktoś zna kapele takie, jak np. Chemical Romance, Billy Talent, 30 Seconds to Mars – wie, o co chodzi. Jeśli nie – przybliżmy. Zespół gra proste piosenki, które nie są skrzywione ani w mroczną, ani w „lajciarską” stronę rocka. Za to mają mocno melancholijny odcień, maja grać na emocjach i emocje opisywać. Stąd i nazwa emo, którą przyjąłem jako linię ataku, i której będę się bronił:P. Nie ma tu powera, który wbija w ziemię, ale nie jest to też soft taki, jak britt-pop. Coś pomiędzy. A najbardziej charakterystyczny jest wokal, który zawodzi i ciągnie w górne partie. W Cow Army to chyba najmocniejszy element składu – troszkę otrzaskania na scenie, i będzie fajny głos, w dodatku z przyzwoitym angielskim.
Co jeszcze – zespół wymyśla ładne melodie, wie, że w takiej akurat muzyce kawałek powinien mieć początek, środek i koniec. Kapela raczej jeszcze nie powinna atakować rynków za wielką wodą:), ale kilka-kilkanaście koncertów da im tyle doświadczenia, że powinni „ociosać bryłkę” i wysmażyć coś ciekawego. Jeżeli komuś pasuje granie i śpiewanie na współczesno - rockowy dryl, niech wstępuje do krowiej armii, na razie w stopniu szeregowego. Ale przecież nic nie stoi na przeszkodzie, by w niedalekiej przyszłości zostać generałem.
Muza do osłuchania na Myspace
Dodaj swój komentarz