Bardzo fajna kapela, Proszę Państwa. Połamany, miejscami ciut wariacki metal, z ładnym refrenem gdzieniegdzie. Bez konwenansów, ale z sensem i pełną pytą. Zwróćcie swe oczęta – zaiste warto!
Core powstało w Warszawie w 2004 z inicjatywy Pawła Cukierskiego (gitara) i Grzegorza Wilpiszewskiego (perkusja). Wspólne próby, praca nad materiałem i poszukiwania reszty składu zaowocowały nagraniem dema w 2005 roku w studiu Pawła Kozłowskiego w podwarszawskim Milanówku. Demo zostało nagrane w składzie: Piotr Krzysztofik (wokal) Paweł Cukierski (gitara) Rafał Nowakowski (gitara) Przemek Lisowski (bas) Grzegorz Wilpiszewski (perkusja) Po nagraniu zespól opuścił Rafał Nowakowski, którego zastąpił Robert Wilpiszewski. Nowy człowiek + nowa muza=nowe nagranie popełnione pod czujnym okiem Przemka "Perlazy" Wejmanna w studio Taklamakan w Opalenicy na przełomie października i listopada 2007. Ostatecznego Szlifu (mastering) demówce nadal Szymon Czech (studio X-Olsztyn).
To nieco oficjalne bio potraktujmy jako gawędę o muzykach, o wiele ciekawsze są same dźwięki, które wyfruwają z głośnika. Zdecydowanie jest to metal. Pod żadnym pozorem nie jest to jakieś idiotyczne, walące siarką porykiwanie ze zgwałconym jednorożcem w tle. Na pewno jest również nietypowo. W jednym riffie potrafi spotkać się kilka odmiennych rozwiązań. Ta wielorakość stanowi o sile kapeli, ale też i nie ma co spodziewać się, że Core stanie się zespołem masowym. No bo jak przeciętny mózg ma zajarzyć kawałek, który zaczyna się jak „Sober” Toola, a potem zaczyna popierdalać 2x szybciej na dwie stopki po to, by wyjść na bardzo melodyjny, ładny refren, w którym od połowy jest totalny growl? Czasem takie miksy wchodzą łatwiej, czasem nieco bardziej opornie, ale widać, że panowie się nie czają, i czerpią pełną garścią z całego światka metalowego.
Panowie grajkowie już dawno mają etap garażowy za sobą. Nie każdy może pozwolić sobie na tak eleganckie „wypauzowania” riffów, chórki i wyciszenia połączone z „pierdolnięciami”. Ostatnie demo pokazuje kierunek zespołu – śpiewanie po „angielskiemu” i jeszcze więcej połamańców i psycho-pomysłów. Wokalista stanowi wypadkową wczesnego Lipy, Weilanda (Stone Temple Pilots) i krzyko-ryku:) Inna sprawa, że wydaje mi się, iż dla niektórych taka barwa głosu może wydawać się ciut irytująca. Za to jest charakterystyczna – nie do zapomnienia – a to bardzo dobrze.
To, co mnie najbardziej powaliło, to liczba pomysłów, jakie zespół wkłada w kawałki. Panowie mają łby płodne jak czarnoziem, i można oczekiwać zupełnie popapranych rzeczy w przyszłości. A wiadomo – zespół, jeśli pomysłem nie stoi, to kaplica. Tu nam to nie grozi.
Pozostaje mi polecić Core wszystkim miłośnikom alternatywnego, metalowego grania, które nie opiera się na dziwkach szatana, a na nietypowych pomysłach ubierania czadu w dźwięki.
Wizyta na myspace obowiązkowa!
Dodaj swój komentarz