Constans Mortality

motto: 
Muzyka wcale trwale niemartwa
rodzaj muzy: 
metalowo & psychicznie

Kwasimy, bo prosto być nie może. Sięgamy w każdą sferę metalu i nie tylko. Robimy, na co mamy chęć – 4/4 nie obowiązuje, schematy kawałków tez nie. Aha – i ma być wariacko – jak zdrowi usłyszą to nas zamkną. Tak by się chyba CM przedstawili, gdyby nie to, że ja, biedna sierotka, muszę pisać te słowa:).

Zespół Constans Mortality, jak większość rzeczy w Polsce, przeszedł niejedno zawirowanie i miał parę razy pod górkę. Wczesne wybryki uklepały się w zespół gdzieś w okolicy 2005 roku. Trzon to bracia Drozdowie:) - bębniarz i gitarszczyk, reszta składu przechodziła zmiany, obecna stabilizacja pozwala dostrzegać muzykom szersze horyzonty. Na razie CM mają nagrane dwa kawałki, które dają... hmmm... dużo do myślenia na temat pomysłów zespołu:).

Muza jest bardzo nieszablonowa, i zapewne u każdego wywoła inne uczucia. Znam ja takich speców, co to by się zachwycili i powiedzieli: „brawo! To takie nowatorskie”. Inni z kolei powiedzą: „Bez sensu! Luźne riffy, każdy z innej bajki, a całość kupy się nie trzyma”. Riffów nie da się przewidzieć. Panowie czerpią bardzo swobodnie z każdego gatunku, jaki im do głowy przyjdzie. Wszystko z grubsza obraca się w okolicach metalu i nie tylko, ale powiedzieć, że jest nietypowo, to za mało.

Dlaczegóż tak? Ano, jak juz napisałem – nigdy nie wiemy, co nam Gingers przyniesie. To, że riff leci po ładnym E okraszonym zdrowym growlem nie oznacza, że za chwilę nie usłyszymy rzewnego pianinka, pod które zaśpiewa coś na kształt chóru piratów. Nie jest to wszystko zupełnie oderwane od siebie, jak np. pomysły zespołu Orange The Juice, który jazz i disco łączy z blackiem, ale na pewno nie zamyka się w jakiejś określonej konwencji. CM również z grubsza trzyma się jednak metalu, ubarwiając mocne granie inszością, niż zupełnie odjeżdżając w dalekie strony.

Słowo o dźwiękach – gitary grają raczej „brzydkie” i „brudne” rzeczy – dla fachurów – operują po półtonach i trytonach. Niewiele tu mamy ładnych, prostych melodii. No chyba, że na wstawkach klawiszowych – wtedy robi się ciut gotycko. Osobny rozdział to wokal – chociaż na nagraniach zrealizowany jest nieciekawie (straszliwie odstaje od reszty), nietypowości tez mu nie odmówisz. Kawałki są zaśpiewane miejscami jak King Diamond, a czasem jak Vader:). No i dobrze. Nie nudzi sie człowiek:). Dodaje to muzie „niebezpieczności” i psychodelki. Lekko w każdym razie nie jest.

Sumując – Constant Mortality to coś dla miłośników mrocznego, ale pokwaszonego grania. Na wielkie hiciory raczej nie czekajcie, bo tą muzę sie odbiera całościowo, a nie w kategoriach „podoba mi się 3 kawałek na drugiej płycie”. No, a jeśli ktoś lubi nieszablonowe, lekko porąbane granie metalowo – jakieś tam, może spróbować skąsać. Kombinowanie z częściami kawałków na pewno otrzyma do syta.

Muza siedzi sobie na Myspace

Dodaj swój komentarz

Zawartość pola nie będzie udostępniana publicznie.
  • Dozwolone znaczniki HTML: <a> <p> <div> <h1> <h2> <h3> <h4> <h5> <h6> <img> <map> <area> <hr> <br> <br /> <ul> <ol> <li> <dl> <dt> <dd> <table> <tr> <td> <em> <b> <u> <i> <strong> <font> <del> <ins> <sub> <sup> <quote> <blockquote> <pre> <address> <code> <cite> <embed> <object> <param> <caption>
  • Znaki końca linii i akapitu dodawane są automatycznie.
  • Adresy internetowe są automatycznie zamieniane w odnośniki, które można kliknąć.

Więcej informacji na temat formatowania

Mollom CAPTCHA (odtwórz plik dźwiękowy CAPTCHA)
Wpisz znaki, które widzisz na obrazku powyżej. Jeśli nie potrafisz ich odczytać wyślij formularz jeszcze raz. W takim przypadku zostanie wygenerowany nowy obrazek.