Nie wiem, ilu strun więcej używają ci goście, ani do jakiego dźwięku stroją, ale muzy musiałem słuchać na leżąco – tak jest nisko. Skojarzenie z Kornem nasuwa się natychmiast – tylko tu jest niżej i bardziej metalowo, mniej psychodeliczne. Bardzo ciężarne granie power i nu-metalowe – oto i Children Cry.
Zespół zaczął grać w okolicach 1995 roku, ale za mało byłoby dnia, by opisać kolejne rozstania, powroty i zmiany muzyków. Trzon stanowi trzech kolesi z garażu, reszta całkiem niedawno dokoptowała do składu. W końcu ruszyło to z kopyta, bo ostatnią aktualizację składu panowie podsumowują tak: „już po pierwszej zgrywce (nowego perkusisty o xywie Siuks) wszyscy mieliśmy gęsią skórę i gęby nam się śmiały jak nigdy wcześniej, a kiedy na kolejną zgrywkę Siuks przyjechał z gitarzystą "Marianem"-Markiem Szepietowskim który podłączył swój sprzęt i popłynęły pierwsze riffy, wiedzieliśmy kurwa że TO JEST TOOOO!!!!!!”. No to chyba w końcu znaleźli swoje, co nie? Z dokonań warto wspomnieć wiktorię zespołu na I festiwalu mocnych brzmień im.Ryśka Bienka.
Muza to maksymalnie potężne granie w stylu Korna, P.O.D., Deftones. Jak wcześniej wspominałem, gitary stroją bardzo nisko, w przerwach między mocnymi „pociągnięciami” doznajemy dźwięków czystego wiosła podpartego efektami – ot, to co wymyślono pod koniec lat 90-tych w USA, znajduje odbicie również w Children Cry. Wokalista nie growluje – więcej tu śpiewania, wrzasków nie prawie w ogóle. Czasem trafi się jakaś mocarniejsza wstawka na dwie stopeczki. Teksty traktują o rzeczach mocno dołujących – przemoc w rodzinie, bycie szalonym itp. Strasznie dużo jest o niefajnym losie bitych dzieci – nazwa zespołu doskonale oddaje tematykę piosenek. W muzie nie ma jakichś niesłychanych wybuchów technicznych, raczej wszystko podporządkowane jest wydobyciu jak największego powera i jak najniższego brzmienia. Wszystko gada na smutną nutę, jest posępne i mroczne – jak wrzeszcząco – płaczący wariat w ciemnym pokoju - radosnych kawałeczków o słoneczku nie stwierdzono.
Children Cry to coś dla zwolenników niskich brzmień i ciężaru. Jak lubisz sie dołować złem tego świata w rytm powerowej, metalowej muzy – próbuj kąsać. Na tym polu zespół nie zawodzi. Do posłuchania są cztery kawałeczki, z czego jeden to cover Depeche Mode. Fanom Korna się spodoba – płynie z nich podobna dawka emocji i ciężaru. Dawno nie słyszałem kapelki, która wali tak nisko po żołądku. Jak masz dobre głośniki – możesz sobie na to pozwolić:).
Muzykę znajdziecie tutaj
Dodaj swój komentarz