Re-we-lac-ja! Jeżeli komuś w tym kraju należy się szansa na sukces – to im. Brown to po prostu całkiem inny poziom. Do studia – płytę nagrać zawodową, a potem tylko liczyć, czego będzie więcej – zer na koncie, czy fanów na świecie. Jesteśmy splaszczeni!
Paru chłopaków z Rzeszowa spotkało się w piwnicy i porobili kawałki. Potem zagrali parę koncertów i nagrali płytkę. Płytka trafiła mi w ucho i wyrwała z butów. Okazuje się, że można – nawet bez tysięcy złotych wsadzonych w nagranie, bez baranów w gajerkach, bez dawania ciała zdziadziałym ciotkom z tego dna, które przez przypadek nazywa się światem MUZYCZNYM (o zgrozo), pojechać taką muzę, że żyć się chce. I to zupełnie znienacka! Brown zasługuje na panteon rockowy i basta!
Muza to nowoczesne, mocno rockowe granie w wydaniu będącym wypadkową Illusion i Comy. Jest tak samo mocna i powerowa, jak Illusion, wokal ma zbliżona manierę śpiewania, a jednocześnie troszkę w tym jest zawodzenia i melancholii w stylu zespołu na C. Jeżeli ktoś uważa, że Rogucki i s-ka grają ciekawie, acz zbyt poetyzują i płaczą, że jest źle – Brown podpasuje im natychmiast. Muza jest mocniejsza, szybsza, bardziej „męska” i, co tu dużo gadać – o niebo ciekawsza. Zespół ani na chwilę nie przynudza, co kawałek, to coś innego. Może nie jest aż tak przebojowy, jak Illusion, ale spokojnie – poczekajmy. I tak jest miazga. W dodatku każdy instrument ma swoje miejsce – smaczki wypływają przy drugim-trzecim podejściu, i dopiero wtedy widać, jak bardzo muza jest dopracowana. No i ten wokal...
Nareszcie dane mi było posłuchać gościa, który: a) umie śpiewać, b) śpiewa po swojemu, c) idealnie miesza śpiew czysty z mocniejszym rykiem, d) dostał od bozi krtań z ciekawą barwą w prezencie, e) doskonale czuje, jak dobrze użyć gardziołka, by zespół wymiatał jako całość. Mietki Szcześniaki i Szymki Wydry – posypać łeb popiołem i do Tybetu – pośpiewać z mnichami – ich i tak nic z równowagi nie wybije:).
Zamykam wynurzenia, bo i tak lepiej posłuchać samemu. Brown to zespół, którego trzeba wysłuchać, jeżeli nie chce się czegoś przeoczyć. Super-soczysty kawał rockowego mięcha, prosto z grilla. Smacznego. A kto nie posłucha, ten goopi.
Aha - no i mała beka na koniec - na kilku forach, oprócz opinii rzeczowych za i przeciw, jeden kolo napisał: "E tam, takie Illusion. Jedyne co w tym dobrego, to solówka, ale i tak naciągana. A wokal - owszem, czysty, ale chrypka nie pasuje". No cóż - cały czar polega właśne na tym, że to nie Illusion, nie Linkin Park, ale zespół z garażu. Może się podobać, albo nie - ale muzycznie, w swojej klasie, po prostu rozpierdala na strzępy.
muzyczkę znajdziecie tutaj
Dodaj swój komentarz