No właśnie – a wydawało się, że nie ma. Na całym świecie od kilku lat największy szmal trzepią zespoły nu-metalowe, które krzyżują rap z mocną muzą, i w ten sposób łączą to, co najlepsze z tym, co nowoczesne i modne. A u nas dupcia – nikt nie połapał sie jeszcze, że to nie tylko góra szmalu, ale i kawał porządnej muzy do zagrania. Bakflip próbuje zrobić cos w tym kierunku.
Od razu warto zaznaczyć, że nie jest to kapela garażowa – zespół uderza w bardziej profesjonalne granie i wydając pierwszą płytę automatycznie zapodaje pełen marketing (klipy, promocja itp.). Wielcy Antykomercjusze i Wojownicy Podziemia będą tym zniesmaczeni, ale to ich problem. Nie każdy zadowala się wąchaniem kurzu w piwnicznych salach na 50 osób. Niektórzy chcą zrobić zespół popularny, zawodowy i przynoszący dochody, nawet jeśli nie będzie to jakoś strasznie nowatorskie, odkrywcze i niewykalkulowane granie. Backflip próbuje zrobić płytę rockowa według schematu zawodowo – zachodniego. Czy wyjdzie? Jest szansa.
Jeśli ktoś powie, że Backflip to typowa mieszanka mocnego, rockowego, ale prostego, powerowego grania z rapowanymi wokalami – będzie miał w stu procentach rację:)). Gitarki napierają po klasycznych chwycikach – czasem jest metalowo, ładnych refrenów też nie brakuje. Gitarki w zwrotkach grają lżej, często po czystych barwach podlanych efektami. No i luz – w sumie to chyba najlepsza kombinacja. Po co zmieniać coś, co daje najciekawszy i najbardziej strawny efekt? W refrenie mamy oczywiście „przytup”, mocniejsze uderzenie w starym, dobrym, madafakerskim stylu a'la RATM, Clawfinger, Methods of Mayhem. Pojawiają się chórki, czasem perka rozpędza się w szybszy rytm. Osobna kwestia to wokale. I tu mamy niespodziankę. Kurwa! Faceci rapują po polsku i nie mają wady wymowy! TAAAAK! Bóg dożyć pozwolił... Ja nie jestem jakimś zajadłym fanem rapowania, ale sposób rymowania, chórkowania, dublowania i sklejania wyrazów w całość bardzo mi się spodobał. Tematyka też nie głupia – żadnych tam „jedziemy, bo Backflip to jazda”, albo „moja fura to cool roora”. Jest za to o polityce, o władzy, o rzeczach, które bolą każdego na co dzień – słowem o życiu. Ale tym prozaicznym, nie wykreowanym na ekranie telegapiora.
Troszkę jeszcze o zaletach. Nie ma co pisać o poziomie technicznym – zespół gra wyśmienicie, na zawodowym poziomie, pomysłów nie brakuje, aranże są bardzo ładnie porobione, nagranie też jest profesjonalne – może ciut za cicho słychać wokale w refrenach – ale to już kwestia gustu. I tyle – spokojnie można kupić płytę – realizacja wybija się sto metrów ponad średnią krajową. Każdy z panów muzyków zna się na swoim fachu, czyli bębniarz skupia się na zajebistych partiach perkusji, gitarzysta poci się nad tym, żeby z gitary szedł żar, a wokaliści rapują tak, żeby rap był na jak najwyższym poziomie werbalnym i rytmicznym. A najfajniejsze jest to, że kapela generalnie NA-PIER-DA-LA rockowo. Żadna wielka wytwórnia nie zdążyła jeszcze ich wywąchać i zażądać spłaszczenia brzmienia, „żeby dało radę w radiu puścić”. W związku z tym faktem nie uświadczymy elektronicznej perkusji zamiast żywych garów i gitar tak wyciszonych, żeby wujo nie dostał zawału. Jest ostro, bo miało być ostro. No i jest rapowo – ale dobrze rapowo. Komercyjnie i popularnie, ale bez fety i pozerki.
Na płytce „Ke, Ke, Ke”mamy 12 kawałków + remiksy. Akurat – nie za mało, nie za dużo. Ultra-gorąco polecamy tą płycinkę wszystkim fanom rapowo-rockowego grania w nowoczesnym wydaniu. Backflit to kapelka, która może namieszać na rodzimym rynku – atuty są. Czy się uda? Czas pokaże – wiadomo, u nas letko nie ma. Ale życzymy panom tego serdecznie, bo jeśli nie takie właśnie kapele pokażą, że można przywrócić jajca muzyce rockowej (a choćby i troszkę tylnymi drzwiami, czyli przy wykorzystaniu popularności hip-hopu), to nie wiem kto...
Mam plytke "Ke ke ke" i fajna
Mam plytke "Ke ke ke" i fajna ona je! Polecam tez maxi-sigiel "Agent Orange" http://www.aguero.sisco.pl/embryo/www_bakflip/?p=57 Drugiej plyty nie znam niestety, ale z zapowiedzi podobac mi sie.
Dodaj swój komentarz