Aż dziw bierze, że na fali hip-hopu, która swego czasu na naszym podwórku zalała wszystko i wszystkich, nie pojawiło się zbyt wiele kapel, które by spróbowały połączyć siłę rażenia mocnego rocka z melodyjnym rapcem. Bad Falcon próbuje coś z tym zrobić i zagrać ciężkie gitary, a do tego bezkompromisowo posylabizować.
Zespół jest świeży, niczym truskawka na wiosnę. Panowie grają od maja 2007, chociaż każdy ma naturalnie jakieś wcześniejsze doświadczenia. Historię określają w słowach: „B.F jest formacją ludzi z różnych kręgów muzycznych, którzy spotkali się w odpowiednim miejscu w odpowiednim czasie. Zespół powstał w maju 2007r i swoją pracą oraz zaangażowaniem muzyków zyskał uznanie w regionie i nie tylko. Naszym stylem muzycznym jest połączenie mocnego rockowego brzmienia z rapem.”
Krótko, zwięźle i na temat. W sumie – nic dodać, nic ująć, wystarczyłoby odesłać do muzyki, ale – ponieważ dla niektórych kliknąć to zbyt wiele, zapodajmy w skrócie, o czym szumią wierzby:).
Muza to rap&roll. Owszem, są gitary, owszem, ciężkie, ale HC to nie jest. Miłośnicy dzikich ryków i wyczesanych temp skrzywią się i powiedzą - „eee, sofcik”. Oznacza to tyle, że reszta może śmiało spróbować:). Tonika kawałków opiera się raczej na hard-rockowych zagrywkach niż na metalowej rzezi. No i, jest w miarę prosto i strawnie – kawałki nie są pokręcone jak jelita, raczej wiemy, czego możemy się spodziewać. Na pierwszym planie jest tekst i ogólne brzmienie całości. Rapowanie jest surowe – bardziej w starym, niż nowoczesnym stylu. Jak ktoś słuchał wczesnego Body Count, z grubsza będzie wiedział, o co chodzi. Kawałki nie są poubierane w eleganckie ciuszki w stylu „damskie chó(j)rki w refrenie”. Muza sie turla w naturalny sposób tak, jak panom muzykom się widzi.
Jeżeli przeciwstawić sobie kosztujące mega-miliony, ultra-profesjonalne superprodukcje muzyczne i proste granie zwykłych ludzi, to Bad Falcon na 100% znajdzie się bliżej tego drugiego stylu. Mamy tu wszystko to, co powinno być w rocku – rytm i energię gitar, oraz to co ważne w rapie – szczerość i rytmikę tekstu. Może nie jest to poziom, przed którym każdy klęknie i będzie łupał czołem niczym muzułmanie w dywanik, ale przecież nie każdy natychmiast jest zawodowcem, prawda? Za to chłopaki wiedzą, skąd wieje wiatr, i zaręczam, że ich muzykę zrozumie każdy – tak przyjazna jest w odbiorze. Troszkę więcej kombinowania z wokalem (bo słychać, że to surowizna) i będzie w pytkę. Bardzo fajnie, że po Polsku i bez zbędnego buractwa.
Jeżeli ktoś lubi jak rap i rock podają sobie ręce w lekkostrawny, przyjemny, acz rockowy sposób – niech zagryza Bad Falcon, nie udławi się. Główka macha, nóżka tupie, ręce wymachują. Aż się chce do glanów nałożyć czapę z daszkiem i biały podkoszulek na ramiączkach „a'la polski mąż”. I zbryzgać jedno i drugie piwem i piachem ulicy:). Pozdro! :)
Muzolki możńa posłuchać sobie tutaj
Dodaj swój komentarz