Anahata

Anahata
motto: 
Wystrzegaj się grzechu śmiertelnego
rodzaj muzy: 
Nu metal z domieszką psycho

Prosto, za to z wygarem, i troszkę psychodelicznie – tak w telegraficznym skrócie można określić Anahatę. Gitarowe rżnięcie bez większych przegięć w którąkolwiek stronę – ukąszono po kawałeczku z każdej muzy. A czemu psychodelicznie? A to z racji wokalu – ale o tym dalej.

Kapelka powstała koło 2004 roku w Krapkowicach, i jak można wyczytać w historii (polecam przeczytać – samo życie:), o mało nie zaliczył zgonu z braku siły napędowej. Jednak udało się skompletować pełen składzik, i poszło z górki. Panowie (cytuję) „Stworzyli najgłośniejszy zespół na okolicznej scenie, ale to dla nich o wiele za mało. Cały świat musi jeszcze usłyszeć jak potrafi hałasować i co mają do powiedzenia. Są zdeterminowani, bo tego wymagają marzenia, do tego są bezwzględni i nie mają skrupułów dla uszu publiki. Czas lalusiowatych rockmenów się skończył, pora pokazać, że ktoś młodszy niż Acid Drinkers potrafi jeszcze wyjść na scenę i zrobić to, po co się na nią wychodzi. Apelujemy do Roberta Gawlińskiego o zwijanie gratów i zrobienie miejsca dla nowej jakości. Kowboje nie odeszli wraz z Panterą. Oni się tylko przeprowadzili!”.

Muza do wykwintnie skomplikowanych nie należy. Riffy opierają się na dwóch-trzech wybitnie „metalurgicznych” chwytach, bitych powerowo, raczej otwarcie, bez cięcia i tłumienia. Tempa są średnie – ani rzeźni, ani marszu żałobnego nie słychać. Czasami trafia się bardziej klasyczna wstawka zajeżdżająca nieco hard-rockiem. Typowa zagrywka Anahaty to E-F-E-B. Teraz o psychodelce. Riffy powtarzane są w kółeczko po kilkanaście razy, w różnych wariacjach, co daje niezłego „wkręta” w czachę. Jak ktoś lubi lekko zakwaszone klimaty – spodoba mu się. Zwłaszcza, ze wokal wysterowany jest na radiowo, czyli jedzie środkiem, a Pan Wokalista growluje na niskich tonach w stylu hmmm... Static X? Ministry? W każdym razie coś w tych okolicach. I taki mniej więcej efekt wychodzi z całości. Mocne gitary powtarzające prosty riff i do tego trzeszczący, niski growl. Na pewno nie są to komercyjne kawałeczki do RMF FM. Raczej do undergroundowego radia, gdzie po 23 puszcza się pojechaną muzę:).

Nie wiem, czy zespół rzeczywiście jest w stanie wysłać Roberta G. na muzyczny śmietnik, ale na pewno zapału i serducha do grania ma wystarczająco dużo, żeby obdzielić kilka innych bandów. Świeża, solidna łupanina, choć prosta i kompletnie niepopularna, ma jednak ten haczyk, który każe posłuchać kawałków do końca. Najfajniejszy w sumie z tego wszystkiego jest bardzo oryginalny wokal, który odstawia kawał świro-metalu pod mocne podkłady. Dla zwolenników psychoaktywnego podejścia do robienia muzy – godne polecenia. Tylko proszę później nie przysyłać zażaleń, że w lesie nie chcieli Wam kory zmienić:).

Muzyczkę najlepiej obczaić sobie tutaj

Dodaj swój komentarz

Zawartość pola nie będzie udostępniana publicznie.
  • Dozwolone znaczniki HTML: <a> <p> <div> <h1> <h2> <h3> <h4> <h5> <h6> <img> <map> <area> <hr> <br> <br /> <ul> <ol> <li> <dl> <dt> <dd> <table> <tr> <td> <em> <b> <u> <i> <strong> <font> <del> <ins> <sub> <sup> <quote> <blockquote> <pre> <address> <code> <cite> <embed> <object> <param> <caption>
  • Znaki końca linii i akapitu dodawane są automatycznie.
  • Adresy internetowe są automatycznie zamieniane w odnośniki, które można kliknąć.

Więcej informacji na temat formatowania

Mollom CAPTCHA (odtwórz plik dźwiękowy CAPTCHA)
Wpisz znaki, które widzisz na obrazku powyżej. Jeśli nie potrafisz ich odczytać wyślij formularz jeszcze raz. W takim przypadku zostanie wygenerowany nowy obrazek.