Kapela powstała w 2005 roku i od tej pory zaliczyła więcej zmian składu, niż nasza młoda demokracja ministrów. Trzonem kapeli jest pałker (o skromnym imieniu Conrad Powerr:P) + obecnie trzech kumpli z doskoku (a może i na stałe, któż to wie...). Zespół ma za sobą kupę koncertów, mniejszych i większych, czasem po ich graniu zamykano knajpę, czasem żegnano ich ze łzami w oczach. Na koncie jest jedno demo, nagrane dosłownie wczoraj (kiedy to piszę mamy maj 2008). Cztery kawałeczki dają pojęcie na temat tego, co zespół ma do zagrania i wyśpiewania.
Muzola kręci się w rejonach prostego heavy podlanego miejscem nieco mocniejszym pierdolnięciem. Kompozycja numerów jest prosta jak pomyślunek dresiarza. Tzry – cztery chwyty grane na 4/4, gitarka leci po chwycie na typowym tłumieniu tu-tu-tu-tu-tu-tu-tu-tu-tam. Klasyka gatunku powodująca u wielbicieli old-schoolowych rzeczy nagłą chęć sięgnięcia po szklanę piwa. Bębny grają prościej niż ACDC, wiosła dają czad nie bawiąc się zbytnio w sola, aranże trafiają się raz na 3 minuty, i słusznie – w większej ilości przeszkadzałyby w odbiorze tego, co najważniejsze. Czyli najzwyczajniejszego, prostego w użyciu kopa. Jak pisałem – zespół nie ma ochoty robić „japierdolęambitnych” rzeczy – grają żeby wypić browca i dobrze się pobawić przy tym, co lubią.
Wokalista czasem zaśpiewa mocniej, czasem słabiej. Głos jest raczej nosowy (:P), miejscami bardziej wild&psycho (np. kawałek I Want More). Role wokalisty spełnia zresztą człowiek, który od lat robi to „tymczasowo”:). Teksty sa o rockowaniu, układaniu sobie życia i ogólnie pojętym spojrzeniu na świat oczami rockmana. Prosto z mostu, klasycznie (niektórzy krytycy powiedzą „naiwnie”, ale zespół i tak pewnie ich zleje moczem), bez wydumania – tak ma być. Nie każdy musi grać w końcu mega-zawodowo i wymuskanie, prawda? ADHD to po prostu przyjacielski rock-band, który gra ciężkie gitary tak, jak je słyszy, po swojemu, i to chyba dla muzyków jest najważniejsze.
Dodaj swój komentarz