Mocno, szybko, heavy-metalowo, miejscami thrashowo. Zespół Adder za ideał uznaje szybkie machanie palcami i dużo uderzeń na bębnach. Cos dla metalowców, którzy lubią nowoczesne, speed-metalowe zespoły. Ale – uwaga – poziom grania jest tu bardzo wysoki!
Adder za datę swojego założenia przyjmuje 2002 rok. Od tej pory bywały przeglądy, niekiedy wygrane, oraz – naturalnie – problemy z odchodzącymi i przychodzącymi członkami zespołu. W 2007 roku kapela postanowiła nagrać płytkę własnym sumptem, na przeszkodzie nie stanął nawet chwilowy brak wokalisty. Teraz jest już ok – do zespołu dołączył wokalszczyk, a zespół szykuje się do puszczenia w świat materiału (stan na wakacje 2008). Na płycie znajdzie się 11 kawałków, utrzymanych w bardzo charakterystycznej stylistyce.
Muzyczka w skrócie, to szybki metal, grany po heavy-metalowej tonice, z thrashową szybkością. Bywa zatem melodyjnie, nie jest to żaden śmierć- czy czerń-metal. Jak ktoś kojarzy kapelkę, powiedzmy, Dragonforce albo Shadows Fall, to wie, o co biega. Szybkie cięcie kością, mnóstwo grania na dwie stopki, długie, trudne i bardzo techniczne, szybkie solówy – tego tu mamy od groma. Ot, bardzo techniczne, szybkie, metalowe granie. Trzeba pochylić przed muzykami czoła, gdyż umiejętności mają zaiste godne. No, może troszeczkę zespół sobie pomaga komputerem, gdyż gary są niesłychanie powyrównywane i posamplowane i walą cyfrą na kilometr. Oczywiście, dzięki temu jest super-równo, co w takiej muzie nie jest bez znaczenia. W tle całości przewija się wokal, który ciągnie ładnym, nieco przytłumionym, zachrypniętym elegancko głosem. Szkoda, że tak strasznie jest pokryty reverbem – brzmi, jakby kapela cięła na górze, a wokalista darł się ze studni. Muzola, której dane było mi posłuchać, to bardzo wstępny projekt - płyta ma być o wiele bardziej dopieszczona, bardziej naturalna i w ogóle zajebongo. Biorąc pod uwagę poziom grania - może czekać nas konkretny wypierdol.
No i cóż tu można więcej rzec – chyba po prostu trzeba sobie posłuchać. Zespół konsekwentnie trzyma się swojej stylistyki, dając węgla i machając paluchami. I robi to naprawdę zawodowo. Miło posłuchać, że komuś się chciało tyle poćwiczyć na wiosełkach. A to, czy ktoś lubi takie potoki dźwięków z gitarami w roli głównej, to już nie nasza sprawa:). My polecamy posłuchanie zespołu, który ma koncepcję i zawodowo wciela ją w życie.
Dodaj swój komentarz